Nazywam się Konrad Knapik. Urodziłem się 27 września
1980 roku w Częstochowie. W maju 2005 roku skończyłem studia informatyki na
Wydziale Inżynierii Mechanicznej i Informatyki Politechniki Częstochowskiej.
Jeszcze w styczniu tego samego roku nie było mi w głowie aby gdziekolwiek wyjeżdżać.
Miałem ambitny plan założenia własnej firmy tworzącej oprogramowanie wraz z dwoma innymi
kolegami (Marcin i Robert
). Jednak
miesiąc później wydarzyło się coś, co jak widzę teraz z perspektywy czasu, odmieniło
moje dotychczasowe życie. Dzięki pomocy i uprzejmości trzech doktorów z Katedry
Inżynierii Komputerowej w której pisałem pracę magisterską poznałem dziewczynę (Magda
) pracującą w mieście Pune w Indiach,
która na miesiąc przyjechała w odwiedziny do swojej rodziny i znajomych. To właśnie ona
w czasie naszej około trzy godzinnej rozmowy zawróciła mi w głowie i zakorzeniła myśl o
wyjeździe za granicę. W marcu, po nieudanej próbie dostania się do firmy Magdy,
przypomniało mi się o organizacji AIESEC
z której ona też wyjechała. Nie wiedziałem o tej organizacji zupełnie nic. Wysłałem maila
i tego samego dnia zaproszono mnie na spotkanie informacyjne na którym dowiedziałem się
wstępnie o wszystkich warunkach i poziomach selekcji. Dodać muszę, że miałem niesamowite
szczęście, ponieważ trafiłem na ostatni dzień rekrutacji.
Wbrew obiegowej opinii przejście przez te poziomy nie jest szczególnie trudne.
Podstawowym warunkiem jest dobra znajomość języka angielskiego oraz po prostu bycie sobą oraz posiadanie otwartego umysłu i
determinacji w dążeniu do celu. Po zaliczeniu wszystkich etapów obejmujących między
innymi trzydniowy pobyt w Białymstoku na seminariach poświęconych obcym kulturom
, rozpocząłem na początku maja szukanie
jakieś ciekawej praktyki/stażu. Nie miałem żadnych szczególnych wymagań. Najważniejsze
było dla mnie zdobycie takiej praktyki zawodowej w której będę się dobrze czuł jako
informatyk-programista. Kraj był dla mnie sprawą drugorzędną, chociaż też ważną. W bazie
ofert dostępnych jest tysiące najróżniejszych ofert ze wszystkich zakątków świata -
Europy, Afryki, Azji, Australii, Ameryki Północnej i Południowej. Po kilkunastu dniach
ostrych poszukiwań wraz z AIESEC Częstochowa
(Kamila
)
nawiązaliśmy kontakt z firmą z Kolkaty w Indiach. Praktyka składała się z dwóch części po
sześć miesięcy każda. Pracowałem jako programista PHP i mySQL w firmie
Indus Net Technologies. Od momentu,
gdy wyjechałem, a było to 16 czerwca 2005 roku, moje życie zaczęło układać się zgodnie z
popularnym w Niemczech powiedzeniem: "Przed AIESEC miałem poukładane życie"
.
Oto co napisałem w dziale "O mnie" w maju 2005 roku tuż przed wyjazdem:
"...Myślę, że jest to wymarzony start zawodowy i szansa nie tylko na nauczenie się wielu
nowych ciekawych technologii i rozwinięcia swojej dotychczasowej wiedzy, ale też szansa
poznania innej rzeczywistości, całkowicie odmiennej od naszej polskiej codzienności.
Pomimo ciągłego czytania i rozmawiania z ludźmi, którzy już wyjechali do Indii i tam
mieszkają wiem, że nie jestem w stanie dowiedzieć się wszystkiego i przygotować się na
tę podróż życia. Wiele rzeczy na pewno mnie zaskoczy. Przeżyję wiele szoków kulturowych
o których wciąż się dowiaduję. W Indiach nawet te najprostsze codzienne czynności,
które tu w Polsce wydają się trywialne i normalne tam mogą być zupełnie odmienne,
nierzeczywiste. I właśnie chyba ta inność i niepewność jest najbardziej pociągająca...".
Teraz z perspektywy czasu (a piszę to w kwietniu 2009 roku) wiem, że miałem rację i
nawet nie zdawałem sobie wtedy sprawy jak bardzo. Po spędzeniu siedmiu miesięcy w
Indus Net Technologies zdecydowałem
się przejść do największej firmy informatycznej w Azji i 12 na świecie
TATA Consultancy Services. W zmianie
tej pomógł mi ponownie AIESEC -
Łukasz ze strony mojego Komitetu Lokalnego w Częstochowie
i Maciek ze strony indyjskiej
. Start w nowej firmie rozpocząłem w Mumbaju, jednakże po tygodniu
wysłano mnie z powrotem do Kolkaty. Po miesiącu natomiast otrzymałem propozycję pracy jako programista Delphi
w projekcie na potrzeby którego musiałem przenieść się na sześć tygodni do Leeds w
środkowej części Wielkiej Brytanii. Wyjazd nastapił 18 marca. Zanim jednak przeniosłem
się czasowo do Leeds, spędziłem sześć dni w Polsce. Z 6-cio tygodniowego pobytu w północnej
Anglii jestem bardzo zadowolony. Oprócz zdobycia nowych doświadczeń zawodowych i zarobienia
kilku groszy
, udało mi się zaliczyć kilka wycieczek,
na czele z pięknymi zamkami północnej Walii. 30 kwietnia wróciłem z powrotem do Kolkaty.
Niestety 18 sierpnia tego samego roku zostałem zmuszony do opuszczenia kraju z powodu
nieporozumienia wizowego. Niesłusznie posądzono mnie o naruszenie prawa wizowego i w ciągu tygodnia opuściłem Indie tylnymi drzwiami.
Wyjechałem na tydzień do Londynu po nową wize, a przynajmniej wydawało mi się, że na tydzień... W Ambasadzie Indii dowiedziałem się,
że grozi mi dożywotni zakaz wstępu do mojej drugiej ojczyzny, jaką przez ponad rok stały się Indie.
Moja firma zabrała mnie więc ponownie do Leeds, gdzie spędziłem prawie dwa i pół miesięcy. Pod koniec października zostałem oddelegowany
do Polski, aby dostać nową wizę, tym razem już pracowniczą, albowiem w międzyczasie zaproponowano mi nowy, znacznie wyższy kontrakt
. Pobyt w Polsce był jednym z trudniejszych okresów życia i wielką próbą własnej cierpliwości
i wiary w siebie. Gdy już się wydawało, że nigdy nie zobaczę ponownie mojego nowego kraju, 14 marca 2007 roku po 136 dniach czekania dostałem
upragnioną wizę pracowniczą. Dnia 23 marca wróciłem ponownie do Kolkaty, po ponad siedmiu miesiącach spędzonych po za Indiami,
w Wielkiej Brytanii i w Polsce. Podpisałem nowy kontrakt z moją firmą jako pełnoprawny pracownik i już miesiąc później miałem okazję wyjechać
na rok do Stanów Zjednoczonych, jednak odrzuciłem tą propozycję pozostając w Kolkacie na którą tak długo przecież czekałem. Rozpocząłem pracę
ponownie jako programista Delphi, tym razem w projekcie dla CITI Bank. Indyjska sielanka trwała do października, gdy zaczęła mnie męczyć samotność.
Tymczasowe ukojenie znalazłem w świeta Bożego Narodzenia i Sylwestra, które spędziłem odpowiednio w Polsce i Tajlandii. Z ostatnim dniem stycznia
udało mi się uwolnić z projektu dla CITI i rozpocząć szukanie nowego projektu. Mój wybór był jasno określony - miała to być ponownie Wielka
Brytania, w której mialem kilku znajomych poznanych w Indiach. Rzeczywistość jednak okazała się przewrotna. Na wyspach nic się dla mnie nie
znalazło, ale za to nieoczekiwanie spełniło się bardzo stare marzenie o mieszkaniu w Danii i zwiedzaniu Skandynawii. Na początku lutego zostałem
zaakceptowany do półrocznego projektu w Kopenhadze dla światowego lidera w zakresie badan marketingowych, AC Nielsena. W Danii wylądowałem
22 marca 2008. Po wspomnianych sześciu miesiącach zaproponowano mi przedłuzenie projektu na kolejny rok. To jednak wiązało się z przenosinami
do połozonego w południowo-wschodnich Indiach, miasta Chennai (dawny Madras). Do Indii - po raz kolejny - wróciłem 10 listopada 2008. Praca,
mieszkanie i ogólnie życie w Chennai nie odpowiadały mi jednak. Po wielkich bojach i prawie trzech miesiącach, 31 stycznia 2009 wróciłem do
Kolkaty, a świat momentalnie stał się jakby lepszy. Powróciło zadowolenie i spokój ducha. Dzień później, 1 lutego, poszedłem na pierwszą lekcję
bengalskiego. Od pierwszego spojrzenia na Sudipę, moją nową nauczycielkę, wiedziałem ze to Ona. Po kilku tygodniach byliśmy już razem, a obecnie
planujemy się pobrać.
W międzyczasie w duszy zaczęła grać jeszcze jedna nowa melodia, która pierwszy raz pojawiła się tuż przed wyjazdem z Danii, a mianowicie chęć
robienia czegoś innego w życiu. Kolejnej totalnej zmiany na miarę tej, która miała miejsce w czerwcu 2005, gdy opusciłem Polskę. Kulminacja
nastapiła 6 kwietnia 2009, kiedy podjąłem odważną i radykalną decyzję o złożeniu wymówienia. Pracę w TATA Consultancy Services zakończyłem dnia
6 maja. Dnia 14 lipca poleciałem na 3-tygodniowe wakacje do Polski. Chcąc być w porządku wobec rządu Indyjskiego, zgłosiłem się do Ambasady Indii
w Warszawie w celu unieważnienia wizy pracowniczej i aplikowania o wizę turystyczną. Niestety Ambasada odmówiła mi wydania nowej wizy wlepiając
stempel "V.A.F." uniemożliwiający powrót na wciąż ważnej wizie pracowniczej. Tłumaczenia nic nie pomogły. Powodem odmowy była sprawa z sierpnia
2006 roku, gdy posądzono mnie o naruszenie praw wizowych. Fakt oczyszczenia z zarzutów w marcu 2007 nie znaczył, ku mojemu zaskoczeniu, zupełnie
nic. Konsul nie chciał nawet obejrzeć moich papierów dokumentujących czarno na białym, że nigdy nie naruszyłem prawa wizowego, ani nie zrobiłem
nic złego przeciwko rządowi Indii. W ten sposób utknąłem w Polsce.
W styczniu 2010 podjąłem decyzję o zmianie ścieżki zawodowej. Wyjechałem na wyspę Phuket w Tajlandii, gdzie na początku marca ukonczyłem
miesięczny kurs TEFL (Teach English as a Foreign Language) uprawniający do uczenia języka angielskiego. Niedługo potem otrzymałem kilka ofert
pracy spośród których wybrałem pozycję nauczyciela informatyki i angielskiego w dużej szkole średniej w Phetchaburi, w górnej części południowej
Tajlandii.
Kilka dodatkowych faktów o mnie:
- Wyróżniony na trzech konkursach fotograficznych organizowanych przez firmę Duracell i Akademię Fotografii w Krakowie w latach 2006-2007.
- Współpracuje z portalem podróżniczym o Azji Mandragon, dla którego pisze artykuły.
- Członek stowarzyszenia fotografów częstochowskich.
- Miał dwa pokazy zdjęć w Częstochowie - lipiec 2009 w Pubie Oslo i sierpień 2009 w restauracji indyjskiej Diwa.
Zapraszam wszystkich do mam nadzieję ciekawej, czasem refleksyjnej, a czasem zabawnej
lektury mojego życia poza granicami Polski
i obejrzenia
części zdjęć z moich wojaży po świecie. Do objerzenia jest też specjalna Galeria na stronie
www.konradknapik.com.
W
Media możecie znaleźć sporo filmików, które nagrałem
będąc w Indiach.
Polecam także spis kilku
książek o Indiach, które uważam za
wartościowe.
Od pewnego czasu piszę artykuły dla polskiego portalu podróżniczego
mandragon.
W
Prasa możecie znaleźć listę wszystkich moich artykułów wraz z linkami.
Dla wszystkich tych, którzy chcą spróbować samodzielnego gotowania potraw indyjskich
powstał dział
Kuchnia.
Jeśli to możliwe, proszę o zostawienie śladu po Waszym pobycie i wpisanie się do
Księgi Gości.
Z góry dziękuję za czas spędzony na czytaniu moich zapisków i poznawanie świata moimi
oczami.
Pragnę także podziękować wszystkim tym, których udało mi się spotkać na mojej drodze za
jakąkolwiek życzliwość, którą mi okazali.

Stronę dedykuję moim rodzicom, którzy pomimo ciągłej i długiej rozłąki są ze mną dodając mi sił każdego dnia.